poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Rozdział 2
* JASON *
Po jakiś piętnastu minutach doszliśmy do obozu. Od razu zanieśliśmy dwójkę nieznajomych do szpitala obozowego. Piper prawie od razu poszła do Chejrona powiedzieć co się stało. Ja zaś przypatrywałem się chłopcu. Był ubrany w biało-niebieską bluzkę, białe szorty i niebieskie sandały. Włosy miał krótkie i koloru czarnego. Oczu nie widziałem, ponieważ miał je zamknięte. Popatrzyłem na dziewczynkę. Widać, że czuje się już lepiej. Miała czarno-granatowe włosy do ramion. Miała na sobie Granatową bluzkę, dżinsowe spodnie do kolan i białe adidasy. Na policzku miała krótką, poziomą bliznę. Siedziałem tak i patrzyłem na dziewczynę.
-Jason! - Obudziłem się, kiedy usłyszałem wołanie Piper. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obróciłem się w kierunku, z którego dochodziło wołanie. - Jason! Jest już 19.00.
Szlag, czyżbym przespał 5 godzin? Podszedłem do Pipes i ją przytuliłem. W odpowiedzi wtuliła mi się w ramie. Nagle usłyszeliśmy głośny wdech. Odwróciłem się i zobaczyłem naszego przybysza siedzącego na łóżku. Miał przerażenie w oczach. Kiedy się bliżej przyjrzałem, zauważyłem, że ma tęczowe oczy! Pipes podeszła do chłopaka i wyciągnęła rękę.
-Piper Mclean
Chłopak niepewnie spojrzał na rękę, po czym prychną. Popatrzył na mnie po czym podbiegł do mnie i mnie przytulił. Byłem zaskoczony i niezbyt wiedziałem co robić.
-Boję się. - powiedział cicho po czym zaczął płakać i mocniej wtulił się we mnie. Niepewnie go objąłem. Popatrzyłem na Piper, która patrzyła na chłopca z pogardą w oczach.
- No, już dobrze. Jak masz na imię? - spytałem.
- Nathaniel Green. Moja siostra, czy z nią wszystko w porządku? - zapytał niepewnie.
Popatrzyłem na leżącą dziewczynę. A więc to rodzeństwo, dwójka herosów.
- Jutro powinna dojść do siebie – odparła chłodno Piper i odeszła.
- Nate choć, zabiorę cię do Chejrona. - powiedziałem do chłopca. - A jak ma na imię twoja siostra?
- Jenny – odpowiedział chłopczyk chwytając mnie za rękę.Uśmiechnąłem się.
- Dobra, chodźmy.
W drodze do Chejrona, starałem się ignorować zdziwione spojrzenia obozowiczów. Kiedy już doszliśmy do Wielkiego Domu, byłem cały czerwony ze wstydu. Puściłem Nathaniela przodem.
- Uprzedzam, nie przeraź się. - szepnąłem mu do ucha i uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem przerażoną minę chłopaka.
Weszliśmy do środka. Poprowadziłem Greena do pokoju, w którym powinien znajdować się Chejron. I nie pomyliłem się. Centaur stał nad biurkiem przyglądając się jakimś notatkom leżącym na blacie. Nate wydał z siebie zduszony okrzyk przerażenia. Chejron popatrzył na nas. Wskazał ręką na dwa krzesła. Usiedliśmy.
- Witaj Nathainel. Jestem Chejron, ale to zapewne już wiesz. A więc opowiedz mi od początku co się działo z tobą i twoją siostrą.
Chłopak popatrzył na niego niepewnie.
- No więc, ja i Jenny mieszkaliśmy na wsi niedaleko miasta. W stodole. - Nate spuścił wzrok, a Chejron kiwną głową, dając mu do zrozumienia, że ma kontynuować. - Jesteśmy sierotami. Odkąd pamiętam mieszkaliśmy tam. Zostaliśmy przygarnięci, przez starą babę, która cały czas na nas wrzeszczała. Raz widziałem, jak uderzyła Jenny. Tydzień później po tym zdarzeniu, Julie, nasza macocha, nakryła mnie na podjadaniu. Byłem bardzo głodny. Cały dzień nie miałem nic w ustach. Kiedy Julie brała zamach, aby mnie uderzyć, Jenny oszalała. Rzuciła się na macochę. Biła od niej... ciemność. Byłem przerażony. Patrzyłem jak macki ciemności łapią Julie i przerzucają ją z jednego końca chałupy do drugiego. Kiedy Jenny się opanowała kobieta leżała nieprzytomna na podłodze pod kuchenką. Tego dnia uciekliśmy. Wędrowaliśmy dwa tygodnie po mieście żebrząc i kradnąc. Dzisiaj zaatakowały nas jakieś dziwne potwory. Uciekaliśmy przed nimi, ale po pewnym czasie Jenny gdzieś zniknęła. I tak dotarłem do parku, gdzie spotkałem Jasona.
Chejron pokiwał głową, analizując słowa chłopaka. A ja zacząłem się wpatrywać w tęczowe oczy chłopaka. Chwilę później popatrzyłem na centaura. Twarz miał skąpaną w czerwonym świetle. Skierowałem wzrok na chłopca. Nad jego głową gasł znak gołębia. Chejron uklęk, jeśli w ogóle centaur potrafi uklęknąć.
-Bądź pozdrowiony Nathanielu, synu Afrodyty, bogini miłości i piękna.
I ja uklęknąłem.
* * *
Uprzedzam, że kolejny rozdział będzie dopiero we wrześniu ;-; . Jeśli gdzieś znajdziecie imię Jem/James, to chodzi o Nathaniela ;-; . Siostra powiedziała, że mam mu zmienić imię, bo *cenzura* <-spojler . I mogłam gdzieś ominąć jego imię ;-; . Przepraszam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
JAKTOWEWRZEŚNIU!?
OdpowiedzUsuńKobieto... jak możesz tak katować ludzi!?
"Był ubrany w biało-niebieską bluzkę, białe szorty i niebieskie sandały"
Gdzie skarpety? :D
Pozdrawiam, weny życzę i czekam na kolejny rozdział (jak to we wrześniu? ;-;)
Tak, bo nie ma to jak skarpety do sandałów xD . A we wrześniu bo 22.08 jadę na kolonie i wracam dopiero 30.08 . A teraz jestem na wyjeździe i wracam w niedzielę (chyba), a w domu skończył się net xD . Ale spróbuję dać w tą sobotę, ale nic nie obiecuję.
UsuńPozdrawiam i dziękuję xD
*.* ja chcę jeszcze!!! We wrześniu, we wrześniu... Ja chcę już ;-;
OdpowiedzUsuńTy i tak jesteś o kilka rozdziałów do przodu xD
UsuńNo i co? ;-; Ja chcę już! xD
Usuńwrzesień? chcesz nas wszystkich zabić? nie mogę się doczekać następnego rozdziału :c
OdpowiedzUsuńweny życzę!~
Pfff, no przecież, że chcę was zabić. To mój życiowy cel XD .
UsuńI dziękuję xD