Ekhem. Wiadomość do wszystkich!
Blog został przeniesiony na adres http://wypociny-nyksiatka.blogspot.com .
Wraz z końcem roku 2014 usune tego bloga (wsęsie tego na którym jesteśmy)
Pozdrawiam, Nyksiątko
Perico na zawsze w naszych sercach
wtorek, 4 listopada 2014
piątek, 31 października 2014
Informacja :3
Rozdział 11 pojawi się w najbliższym czasie. Dzisiaj nie dodam, ponieważ:
1. Nie mam do końca napisanego
2. Jutro jest święto i chciałabym wypocząć przed łażeniem po cmentarzu, więc nie chce mi się pisać.
Przepraszam was wszystkich ;--;
1. Nie mam do końca napisanego
2. Jutro jest święto i chciałabym wypocząć przed łażeniem po cmentarzu, więc nie chce mi się pisać.
Przepraszam was wszystkich ;--;
piątek, 24 października 2014
Rozdział 10
* NICO *
Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu cały obolały. Nie widziałem nic. Po prostu ciemność. Nagle usłyszałem głośny rechot.
- No proszę. Syn Hadesa, chłopak sławnego Perseusza Jacksona jest uwięziony i bezbronny. Od razu mówię, nie radzę ci się teleportować cieniem. Źle ci to zrobi. - powiedział jakiś głos.
- Gdzie jesteś? Pokaż się!
- Myślę, że przez najbliższy czas mnie nie zobaczysz. - to coś z czym rozmawiałem, musiało ujrzeć zdziwienie na mojej twarzy, ponieważ usłyszałem głośny śmiech. - Tak młody di Angelo, oślepłeś.
* NATHANIEL *
Wpatrywałem się bacznie w córkę Hadesa. Wykonała ruch. Czyli jednak naprawdę to zrobiła. Jest teraz o krok od zbicia mojego króla, ale za to odsłoniła swojego. Jakby ktoś się nie zorientował, to ja i Alex graliśmy w bardzo długą partię szachów. Lecz przerwał ją nam Jason wpadając do domku Hadesa. Za nim stała naburmuszona Ania. Pewnie boski rodzic jej nie uznał.
- O co chodzi? - ciszę przerwała Tsuna
- Chejron poprosił mnie abym pomógł przy przygotowaniach do corocznej imprezy. - wypalił.
- I?
- I pomyślałem, że możecie mi pomóc.
Wymieniliśmy z Tsuną zaniepokojone spojrzenia.
Obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu cały obolały. Nie widziałem nic. Po prostu ciemność. Nagle usłyszałem głośny rechot.
- No proszę. Syn Hadesa, chłopak sławnego Perseusza Jacksona jest uwięziony i bezbronny. Od razu mówię, nie radzę ci się teleportować cieniem. Źle ci to zrobi. - powiedział jakiś głos.
- Gdzie jesteś? Pokaż się!
- Myślę, że przez najbliższy czas mnie nie zobaczysz. - to coś z czym rozmawiałem, musiało ujrzeć zdziwienie na mojej twarzy, ponieważ usłyszałem głośny śmiech. - Tak młody di Angelo, oślepłeś.
* NATHANIEL *
Wpatrywałem się bacznie w córkę Hadesa. Wykonała ruch. Czyli jednak naprawdę to zrobiła. Jest teraz o krok od zbicia mojego króla, ale za to odsłoniła swojego. Jakby ktoś się nie zorientował, to ja i Alex graliśmy w bardzo długą partię szachów. Lecz przerwał ją nam Jason wpadając do domku Hadesa. Za nim stała naburmuszona Ania. Pewnie boski rodzic jej nie uznał.
- O co chodzi? - ciszę przerwała Tsuna
- Chejron poprosił mnie abym pomógł przy przygotowaniach do corocznej imprezy. - wypalił.
- I?
- I pomyślałem, że możecie mi pomóc.
Wymieniliśmy z Tsuną zaniepokojone spojrzenia.
- W
sumie czemu nie? - odezwałem się niepewnie.
- To idziemy! - krzyknął z entuzjazmem i chwycił mnie i Alex za rękawy swetrów i pognał na plaże. Ania wlekła się za nami mamrocząc coś o bogach ignorantach.
***
Kiedy przygotowania dobiegły końca podszedłem do Ani, która z naburmuszoną miną siedziała w cieniu drzewa.
- Mogę się dołączyć? - spytałem.
Ta tylko spojrzała na mnie z pode łba i wzruszyła ramionami. Usiadłem więc obok niej i zacząłem gapić się w niebo. Z tej okazji odwołano nam wszystkie zajęcia. Przez plażę ciągnął się wielki stół, na którym stały przeróżne przekąski. Nie wiem jak, ale w powietrzu latały kule dyskotekowe. Pewnie robota dzieci Hekate. Po piasku walały się różnokolorowe serpentyny. Zamierzaliśmy później wypuścić balony na wodę. Może tak nie brzmi, ale widok był dość dziwaczny. W duchu cieszyłem się, że nie ma Nico i Percy'ego. Byliby pewnie w środku zainteresowania.
- Czemu siedzisz sama? - zacząłem rozmowę.
- Już nie sama. - odwarknęła.
Westchnąłem.
- Mogę wiedzieć o co ci chodzi? Staram się być miły.
- No to przestań! Idź podręczyć ko... - nie dokończyła, ponieważ przed nami pojawiła się para ludzi.
Kobieta była najpiękniejszą osobą jaką kiedykolwiek widziałem. Miała na sobie białą tunikę. Kręcone blond włosy sięgały jej łopatek. Mężczyzna zaś był przystrzyżony na żołnierza. Zza czarnych okularów przeciwsłonecznych połyskiwały niebezpiecznie płomienie. Miał wojskowe spodnie i bluzkę, a kurtka była czarna. Wstałem.
- Mamo. - wyjąkałem. Ta uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Później wzbiła wzrok w Anię.
- I ty wstań córo moja.
Co!? Ania jest moją siostrą? Nigdy bym się tego nie spodziewał! Widać ją też zatkało.
- No wstawaj! - krzyknął facet. Ania zerwała się na równe nogi. - Powinnaś czuć się zaszczycona. Odwiedzają cię rodzice niewdzięczna dziewucho! Zeus łaskawie się zgodził abyśmy cię odwiedzili.
- R-rodzice? - Ania patrzyła się zdziwiona na parę.
- Tak. - odpowiedziała łagodnie Afrodyta. - Jesteś córką moją i Aresa. Tak naprawdę nazywasz się Alice. Jesteś boginią homoseksualistów. - po tych słowach zniknęła z Aresem.
- Eee, czy mam się kłaniać przed siostrą przyrodnią? - ta spiorunowała mnie wzrokiem. - Chodźmy do Chejrona. - ruszyłem w kierunku Wielkiego Domu, lecz poczułem jak Ania łapie mnie za rękę.
Popatrzyłem na boginię. Głowę miała opuszczoną.
- Nie.
- Ale...
- Powiedziałam nie! - krzyknęła.
- Dobrze. - odparłem. Nagle coś mnie tknęło. - An... znaczy się Alice, jak myślisz, umiesz posługiwać się czaromową jak Drew? - ta wzruszyła ramionami.
- Możemy spróbować. - uśmiechnęła się złośliwie. - Wsadź sobie do buzi swoją stopę.
Nie wiem jak to się stało, ale nagle siedziałem na trawie i ssałem swoją stopę.
- Dobra, wstań. - powiedziała próbując opanować śmiech. - I wyjmij już tą stopę z buzi.
Kiedy już stałem normalnie przybliżyłem się do Ani i nachyliłem lekko głowę. Nasze twarze były oddalone od siebie o kilka centymetrów.
- Nate! - usłyszałem wołanie Jasona. Szybko odsunąłem się od Alice. - Nate, tutaj jesteś. - chłopak stanął zdyszany obok mnie. - Hej Ania. - rzucił w stronę zdumionej dziewczyny, po czym zwrócił się do mnie. - Potrzebują cię w domku Afrodyty.
- O co chodzi?
- Nie mam pojęcia.
- Ok, dzięki. Pa! - powiedziałem i pobiegłem w stronę domku 11.
* PERCY *
Po kilku godzinach wędrówki po tropie wielkiego gluta urwały się ślady. Wylądowaliśmy na jakimś pustkowiu. Zakładam, że jakieś większe miasto jest oddalone o 25 kilometrów. Jenny siedziała bezradnie na trawie, a ja krążyłem wokół niej zaniepokojony. Ciszę przerwała córka Nyks.
- Percy widzisz to? - wskazała ręką na pobliskie wzniesienie.
- No, pagórek. I co w nim takiego nadzwyczajnego? - Jenny przewróciła oczami.
- Nie chodzi mi o pagórek, tylko o tą granatową poświatę.
Wytężyłem wzrok.
- Nic nie widzę.
- Idziemy tam. - lecz powiedziawszy to wbiła wzrok w powietrze za mną, a w jej dłoni zmaterializował się miecz.
Kolejna przydatna moc córki Nyks. Potrafi stworzyć z ciemności mega ostry miecz, który się rozpływał tak jak jej domek. Wyciągnąłem Orkan i odwróciłem się. Przede mną stał ten sam potwór, który porwał Nico. Podbiegłem z krzykiem do gluta i wbiłem miecz w jego cielsko. Ten tylko spojrzał na mnie i uformował ze swojego ciała rękę, która uniosła mnie ku górze. Machałem mieczem na prawo i lewo, ale przedmiot nic nie robił glutowi. Ostatnie co pamiętam to krzyk Jenny.
* NICO *
- Nico? - usłyszałem głos w ciemności. - Nico to ty?
- Leo? Gdzie jesteś? Podejdź do mnie. - po chwili poczułem na swojej dłoni ciepły uścisk. - Leo gdzie jesteśmy?
- Nie wiem. Znajdujemy się w jakimś pokoju. Nie ma żadnych okien ani drzwi. Tylko łóżko.
Westchnąłem.
- Jest tu jakiś cień?
- Nie. W pokoju jest jasno, ale nic nie rzuca cienia. Nawet my.
Nagle usłyszałem głośny jęk.
- P-Percy. Co ty tu robisz? - zapytał Leo.
- Skąd mam to wiedzieć. Zaatakował nas wielki glut i straciłem przytomność. - odezwał się syn Posejdona.
Wstałem i ruszyłem w stronę głosu.
- Percy gdzie jesteś?
Nagle poczułem jak ktoś wtula się w moje ciało.
- Tutaj Nico. Tutaj.
Nasze usta znalazły się na chwilę. Lecz nasza radość nie trwała długo, bo usłyszeliśmy głośny śmiech.
- W końcu wszyscy są!
- Czego od nas chcesz? - krzyknął Leo.
- Nie martwcie się, nie zrobię wam krzywdy. Mam dla was jedno zadanie.
- Jakie?
- Kochajcie się!!!
- Cooo!? - wrzasnął Leo. - Niby jak mamy to zrobić? Poza tym Nico jest ślepy, a Percy w fatalnym stanie.
- To idziemy! - krzyknął z entuzjazmem i chwycił mnie i Alex za rękawy swetrów i pognał na plaże. Ania wlekła się za nami mamrocząc coś o bogach ignorantach.
***
Kiedy przygotowania dobiegły końca podszedłem do Ani, która z naburmuszoną miną siedziała w cieniu drzewa.
- Mogę się dołączyć? - spytałem.
Ta tylko spojrzała na mnie z pode łba i wzruszyła ramionami. Usiadłem więc obok niej i zacząłem gapić się w niebo. Z tej okazji odwołano nam wszystkie zajęcia. Przez plażę ciągnął się wielki stół, na którym stały przeróżne przekąski. Nie wiem jak, ale w powietrzu latały kule dyskotekowe. Pewnie robota dzieci Hekate. Po piasku walały się różnokolorowe serpentyny. Zamierzaliśmy później wypuścić balony na wodę. Może tak nie brzmi, ale widok był dość dziwaczny. W duchu cieszyłem się, że nie ma Nico i Percy'ego. Byliby pewnie w środku zainteresowania.
- Czemu siedzisz sama? - zacząłem rozmowę.
- Już nie sama. - odwarknęła.
Westchnąłem.
- Mogę wiedzieć o co ci chodzi? Staram się być miły.
- No to przestań! Idź podręczyć ko... - nie dokończyła, ponieważ przed nami pojawiła się para ludzi.
Kobieta była najpiękniejszą osobą jaką kiedykolwiek widziałem. Miała na sobie białą tunikę. Kręcone blond włosy sięgały jej łopatek. Mężczyzna zaś był przystrzyżony na żołnierza. Zza czarnych okularów przeciwsłonecznych połyskiwały niebezpiecznie płomienie. Miał wojskowe spodnie i bluzkę, a kurtka była czarna. Wstałem.
- Mamo. - wyjąkałem. Ta uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Później wzbiła wzrok w Anię.
- I ty wstań córo moja.
Co!? Ania jest moją siostrą? Nigdy bym się tego nie spodziewał! Widać ją też zatkało.
- No wstawaj! - krzyknął facet. Ania zerwała się na równe nogi. - Powinnaś czuć się zaszczycona. Odwiedzają cię rodzice niewdzięczna dziewucho! Zeus łaskawie się zgodził abyśmy cię odwiedzili.
- R-rodzice? - Ania patrzyła się zdziwiona na parę.
- Tak. - odpowiedziała łagodnie Afrodyta. - Jesteś córką moją i Aresa. Tak naprawdę nazywasz się Alice. Jesteś boginią homoseksualistów. - po tych słowach zniknęła z Aresem.
- Eee, czy mam się kłaniać przed siostrą przyrodnią? - ta spiorunowała mnie wzrokiem. - Chodźmy do Chejrona. - ruszyłem w kierunku Wielkiego Domu, lecz poczułem jak Ania łapie mnie za rękę.
Popatrzyłem na boginię. Głowę miała opuszczoną.
- Nie.
- Ale...
- Powiedziałam nie! - krzyknęła.
- Dobrze. - odparłem. Nagle coś mnie tknęło. - An... znaczy się Alice, jak myślisz, umiesz posługiwać się czaromową jak Drew? - ta wzruszyła ramionami.
- Możemy spróbować. - uśmiechnęła się złośliwie. - Wsadź sobie do buzi swoją stopę.
Nie wiem jak to się stało, ale nagle siedziałem na trawie i ssałem swoją stopę.
- Dobra, wstań. - powiedziała próbując opanować śmiech. - I wyjmij już tą stopę z buzi.
Kiedy już stałem normalnie przybliżyłem się do Ani i nachyliłem lekko głowę. Nasze twarze były oddalone od siebie o kilka centymetrów.
- Nate! - usłyszałem wołanie Jasona. Szybko odsunąłem się od Alice. - Nate, tutaj jesteś. - chłopak stanął zdyszany obok mnie. - Hej Ania. - rzucił w stronę zdumionej dziewczyny, po czym zwrócił się do mnie. - Potrzebują cię w domku Afrodyty.
- O co chodzi?
- Nie mam pojęcia.
- Ok, dzięki. Pa! - powiedziałem i pobiegłem w stronę domku 11.
* PERCY *
Po kilku godzinach wędrówki po tropie wielkiego gluta urwały się ślady. Wylądowaliśmy na jakimś pustkowiu. Zakładam, że jakieś większe miasto jest oddalone o 25 kilometrów. Jenny siedziała bezradnie na trawie, a ja krążyłem wokół niej zaniepokojony. Ciszę przerwała córka Nyks.
- Percy widzisz to? - wskazała ręką na pobliskie wzniesienie.
- No, pagórek. I co w nim takiego nadzwyczajnego? - Jenny przewróciła oczami.
- Nie chodzi mi o pagórek, tylko o tą granatową poświatę.
Wytężyłem wzrok.
- Nic nie widzę.
- Idziemy tam. - lecz powiedziawszy to wbiła wzrok w powietrze za mną, a w jej dłoni zmaterializował się miecz.
Kolejna przydatna moc córki Nyks. Potrafi stworzyć z ciemności mega ostry miecz, który się rozpływał tak jak jej domek. Wyciągnąłem Orkan i odwróciłem się. Przede mną stał ten sam potwór, który porwał Nico. Podbiegłem z krzykiem do gluta i wbiłem miecz w jego cielsko. Ten tylko spojrzał na mnie i uformował ze swojego ciała rękę, która uniosła mnie ku górze. Machałem mieczem na prawo i lewo, ale przedmiot nic nie robił glutowi. Ostatnie co pamiętam to krzyk Jenny.
* NICO *
- Nico? - usłyszałem głos w ciemności. - Nico to ty?
- Leo? Gdzie jesteś? Podejdź do mnie. - po chwili poczułem na swojej dłoni ciepły uścisk. - Leo gdzie jesteśmy?
- Nie wiem. Znajdujemy się w jakimś pokoju. Nie ma żadnych okien ani drzwi. Tylko łóżko.
Westchnąłem.
- Jest tu jakiś cień?
- Nie. W pokoju jest jasno, ale nic nie rzuca cienia. Nawet my.
Nagle usłyszałem głośny jęk.
- P-Percy. Co ty tu robisz? - zapytał Leo.
- Skąd mam to wiedzieć. Zaatakował nas wielki glut i straciłem przytomność. - odezwał się syn Posejdona.
Wstałem i ruszyłem w stronę głosu.
- Percy gdzie jesteś?
Nagle poczułem jak ktoś wtula się w moje ciało.
- Tutaj Nico. Tutaj.
Nasze usta znalazły się na chwilę. Lecz nasza radość nie trwała długo, bo usłyszeliśmy głośny śmiech.
- W końcu wszyscy są!
- Czego od nas chcesz? - krzyknął Leo.
- Nie martwcie się, nie zrobię wam krzywdy. Mam dla was jedno zadanie.
- Jakie?
- Kochajcie się!!!
- Cooo!? - wrzasnął Leo. - Niby jak mamy to zrobić? Poza tym Nico jest ślepy, a Percy w fatalnym stanie.
I nagle stała się
światłość. Powoli zaczynałem widzieć zarysy postaci. Kiedy już
wszystko dobrze widziałem mocno wtuliłem się w ramie Percy'ego.
- Po co mamy to robić? Jaka korzyść z tego płynie? - zawołałem.
- Korzyść? Nijaka. Ale kocham czasami sobie tak popaczeć, więc do dzieła! Wasza koleżanka też sobie przy okazji popatrzy.
***
Czasem siadam sobie wygodnie na krześle, czytam to co napisałam, i tak sobie myślę "Kurde, co to jest?! " i ogólnie takie jedno wielkie wtf. I przepraszam, że nie było posta tydzień temu, ale zostałam CHWILOWO odcięta od internetu.
- Po co mamy to robić? Jaka korzyść z tego płynie? - zawołałem.
- Korzyść? Nijaka. Ale kocham czasami sobie tak popaczeć, więc do dzieła! Wasza koleżanka też sobie przy okazji popatrzy.
***
Czasem siadam sobie wygodnie na krześle, czytam to co napisałam, i tak sobie myślę "Kurde, co to jest?! " i ogólnie takie jedno wielkie wtf. I przepraszam, że nie było posta tydzień temu, ale zostałam CHWILOWO odcięta od internetu.
piątek, 10 października 2014
Rozdział 9
* JASON *
Stałem zażenowany przed domkiem Hadesa. Oczywiście to mnie przypadło oprowadzanie Ani i Alex. Nico, Jenny i Percy wyruszyli już na misję, więc Chejron poprosił mnie. Stałem tak parę minut, kiedy z domku 13 wyszła Tsuna. Była ubrana w zwykłą obozową koszulkę i dżinsy. Długie, czarne włosy miała rozpuszczone, a niebieskie oczy lśniły niebezpiecznie. Pomachałem jej ręką. Dziewczyna podbiegła do mnie. Mogła mieć z siedemnaście lat.
- To od czego zaczynamy? - spytała.
-Najpierw pójdziemy po mojego przyjaciela, a później po twoją koleżankę.
Ruszyliśmy w stronę domku 10.
- Poczekaj tu. - powiedziałem i podszedłem do drzwi. Zapukałem. W drzwiach stała Piper. Westchnąłem. - Hej Pipes.
- Nie. Nazywaj. Mnie. Tak. - powiedziała z żądzą mordu w oczach.
- Jest Nate?
- Nathaniel. Chodź tu. - warknęła.
- O, Jason. - odezwał się idący do nas syn Afrodyty. - Co się stało?
- Chodź, wyjaśnię ci. - wróciłem z nim do Tsuny. - Nate – Alex, Alex – Nate.
Chłopak zmierzył ją wzrokiem.
- Od kogo jesteś? - spytał.
- Hades - odparła po chwili. Nate spojrzał na nią zdziwiony.
- Ale to nie możliwe. - wykrztusił. Dziewczyna w odpowiedzi wzruszyła ramionami.
- Możemy już iść po Anię?
Kiwnąłem głową. Ruszyliśmy w stronę domku Hermesa. Po drodze przedstawiłem Alex kilku osobą. Ta tylko kiwała głową. W końcu dotarliśmy na miejsce. Ania czekała na nas z naburmuszoną miną opierając się o ścianę domku. Wczoraj zawzięcie dyskutowała z Chejronem o miejscu jej tymczasowego zamieszkania. Ona twierdziła, że powinna mieszkać w domku 13, a centaur upierał się, że nie została jeszcze uznana, więc zamieszkała w domku 11. Na nasz widok oderwała się od ściany i podeszła do nas. Nie była taka rozentuzjazmowana jak wczoraj. Dziewczyna popatrzyła na syna Afrodyty.
- Ania. - powiedziała i podała chłopakowi rękę.
- Nathaniel. - chłopak uścisnął wyciągniętą dłoń.
- To gotowe na zwiedzanie? - spytałem.
- Zaraz, co się dzieje? - Nate spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Muszę oprowadzić Alex i Anię. I fajnie by było, gdybyś do nas dołączył.
- Właśnie, gdzie jest ta pierwsza? - spytał się.
Popatrzyłem w miejsce gdzie powinna stać córka Hadesa. Nie było jej tam. Załamać się można.
- Tsuna! Gdzie jesteś? - zawołałem
- Tutaj. - usłyszałem dochodzące z góry burknięcie. Popatrzyłem w stronę z której pochodziła odpowiedź. Na drzewie po mojej prawej stronie, jakieś cztery metry nad ziemią, na gałęzi siedziała Alex.
- Jak ty się tam wdrapałaś? - zapytałem poddenerwowany. Wzbiłem się w powietrze i podleciałem do dziewczyny. Wyciągnąłem w jej stronę rękę. Ta ją zignorowała i zaczęła schodzić po swojemu. Czyli uczepiła się gałęzi rękami i zawisła na niej. Po chwili puściła się, wykonała w powietrzu salto i wylądowała na ugiętych nogach. Wyprostowała się i otrzepała ręce, po czym uśmiechnęła się do nas.
Stałem zażenowany przed domkiem Hadesa. Oczywiście to mnie przypadło oprowadzanie Ani i Alex. Nico, Jenny i Percy wyruszyli już na misję, więc Chejron poprosił mnie. Stałem tak parę minut, kiedy z domku 13 wyszła Tsuna. Była ubrana w zwykłą obozową koszulkę i dżinsy. Długie, czarne włosy miała rozpuszczone, a niebieskie oczy lśniły niebezpiecznie. Pomachałem jej ręką. Dziewczyna podbiegła do mnie. Mogła mieć z siedemnaście lat.
- To od czego zaczynamy? - spytała.
-Najpierw pójdziemy po mojego przyjaciela, a później po twoją koleżankę.
Ruszyliśmy w stronę domku 10.
- Poczekaj tu. - powiedziałem i podszedłem do drzwi. Zapukałem. W drzwiach stała Piper. Westchnąłem. - Hej Pipes.
- Nie. Nazywaj. Mnie. Tak. - powiedziała z żądzą mordu w oczach.
- Jest Nate?
- Nathaniel. Chodź tu. - warknęła.
- O, Jason. - odezwał się idący do nas syn Afrodyty. - Co się stało?
- Chodź, wyjaśnię ci. - wróciłem z nim do Tsuny. - Nate – Alex, Alex – Nate.
Chłopak zmierzył ją wzrokiem.
- Od kogo jesteś? - spytał.
- Hades - odparła po chwili. Nate spojrzał na nią zdziwiony.
- Ale to nie możliwe. - wykrztusił. Dziewczyna w odpowiedzi wzruszyła ramionami.
- Możemy już iść po Anię?
Kiwnąłem głową. Ruszyliśmy w stronę domku Hermesa. Po drodze przedstawiłem Alex kilku osobą. Ta tylko kiwała głową. W końcu dotarliśmy na miejsce. Ania czekała na nas z naburmuszoną miną opierając się o ścianę domku. Wczoraj zawzięcie dyskutowała z Chejronem o miejscu jej tymczasowego zamieszkania. Ona twierdziła, że powinna mieszkać w domku 13, a centaur upierał się, że nie została jeszcze uznana, więc zamieszkała w domku 11. Na nasz widok oderwała się od ściany i podeszła do nas. Nie była taka rozentuzjazmowana jak wczoraj. Dziewczyna popatrzyła na syna Afrodyty.
- Ania. - powiedziała i podała chłopakowi rękę.
- Nathaniel. - chłopak uścisnął wyciągniętą dłoń.
- To gotowe na zwiedzanie? - spytałem.
- Zaraz, co się dzieje? - Nate spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Muszę oprowadzić Alex i Anię. I fajnie by było, gdybyś do nas dołączył.
- Właśnie, gdzie jest ta pierwsza? - spytał się.
Popatrzyłem w miejsce gdzie powinna stać córka Hadesa. Nie było jej tam. Załamać się można.
- Tsuna! Gdzie jesteś? - zawołałem
- Tutaj. - usłyszałem dochodzące z góry burknięcie. Popatrzyłem w stronę z której pochodziła odpowiedź. Na drzewie po mojej prawej stronie, jakieś cztery metry nad ziemią, na gałęzi siedziała Alex.
- Jak ty się tam wdrapałaś? - zapytałem poddenerwowany. Wzbiłem się w powietrze i podleciałem do dziewczyny. Wyciągnąłem w jej stronę rękę. Ta ją zignorowała i zaczęła schodzić po swojemu. Czyli uczepiła się gałęzi rękami i zawisła na niej. Po chwili puściła się, wykonała w powietrzu salto i wylądowała na ugiętych nogach. Wyprostowała się i otrzepała ręce, po czym uśmiechnęła się do nas.
- To co, idziemy? - zapytała.
* PERCY *
- Mówiłem ci, żebyś została w obozowisku! - ryknąłem na Jenny. - Ale ty nie! Musiałaś uwolnić z sieci tego głupiego królika!
Chodziłem w kółko obok ogniska. Obok mnie na kłodzie siedziała córka Nyks ze łzami w oczach. Przyznam, że sam byłem bliski płaczu. Wbiłem wzrok w ślad maziowatej substancji. Pewnie się zastanawiacie o co chodzi? Otóż Nico został porwany, przez wielkiego gluta. Nie żartuję. Potwór który go porwał był niebieski, wysoki na 3 metry potwór, który się rozpływał (dosłownie). Wieczorem postanowiliśmy rozbić obóz na niewielkiej polanie. Ja poszedłem na obchód po okolicy, a Nico i Jenny zostali w obozowisku pilnując siebie wzajemnie. Ale oczywiście ta uparta baba musiała uratować tego cholernego królika, pozostawiając mojego chłopaka samego. W tym samym czasie musiał przechodzić ten okropny potwór i porwać syna Hadesa.
- Jeśli coś mu się stało, to przysięgam, nie daruję ci tego. - warknąłem cały wściekły, ale ochłonąłem nieco, kiedy zobaczyłem w jakim stanie jest córka Nyks. Oczy miała całe spuchnięte od płaczu, włosy rozczochrane, ubranie lekko poszarpane i od czasu do czasu zaczynała niespokojnie drgać. Westchnąłem. Usiadłem obok Jenny i objąłem ją ramieniem. - Przepraszam.
- P-Percy, co teraz zrobimy?
- Podążymy śladem potwora, a później weźmiemy się za szukanie Leo. Ale na razie prześpijmy się.
- D-dobrze.
***
Ja przepraszam, że takie krótkie to to jest, ale mam masę nauki ;---; i bajzel w pokoju który trzeba codziennie sprzątać.
* PERCY *
- Mówiłem ci, żebyś została w obozowisku! - ryknąłem na Jenny. - Ale ty nie! Musiałaś uwolnić z sieci tego głupiego królika!
Chodziłem w kółko obok ogniska. Obok mnie na kłodzie siedziała córka Nyks ze łzami w oczach. Przyznam, że sam byłem bliski płaczu. Wbiłem wzrok w ślad maziowatej substancji. Pewnie się zastanawiacie o co chodzi? Otóż Nico został porwany, przez wielkiego gluta. Nie żartuję. Potwór który go porwał był niebieski, wysoki na 3 metry potwór, który się rozpływał (dosłownie). Wieczorem postanowiliśmy rozbić obóz na niewielkiej polanie. Ja poszedłem na obchód po okolicy, a Nico i Jenny zostali w obozowisku pilnując siebie wzajemnie. Ale oczywiście ta uparta baba musiała uratować tego cholernego królika, pozostawiając mojego chłopaka samego. W tym samym czasie musiał przechodzić ten okropny potwór i porwać syna Hadesa.
- Jeśli coś mu się stało, to przysięgam, nie daruję ci tego. - warknąłem cały wściekły, ale ochłonąłem nieco, kiedy zobaczyłem w jakim stanie jest córka Nyks. Oczy miała całe spuchnięte od płaczu, włosy rozczochrane, ubranie lekko poszarpane i od czasu do czasu zaczynała niespokojnie drgać. Westchnąłem. Usiadłem obok Jenny i objąłem ją ramieniem. - Przepraszam.
- P-Percy, co teraz zrobimy?
- Podążymy śladem potwora, a później weźmiemy się za szukanie Leo. Ale na razie prześpijmy się.
- D-dobrze.
***
Ja przepraszam, że takie krótkie to to jest, ale mam masę nauki ;---; i bajzel w pokoju który trzeba codziennie sprzątać.
sobota, 4 października 2014
Konkurs #1
Siedziałem na łóżku, pot ściekał po moim ciele, ciężko było mi oddychać, serce waliło tak jakby chciało wyrwać się z mojej piersi. Byłem w złym stanie, nie mogłem teraz wrócić do domu, musiałem wszystko sobie poukładać tu, w obozie. Koszmary które śnią się herosom są okropne, wiem bo sam miałem je nie raz, ale tym razem nie dręczyła mnie teraźniejszość, zło które gdzieś się rodzi by móc mnie zabić, lecz dręczyła mnie przeszłość. Co noc widziałem to samo, widziałem moją bezsilność, to jak nie mogę jej pomóc, i to jak ginie....
Wybiegłem z domku numer trzy, lecz przystanąłem na werandzie, sam nie wiem co jest gorsze bycie tu, gdzie wszystko mi ją przypomina, czy powrót do miasta. Usiadłem na kamiennych stopniach i spojrzałem w górę, księżyc był wysoko, mogła być druga a może trzecia w nocy. Nie dałem rady siedzieć w miejscu, bo wtedy przez moją głowę przetaczała się nawałnica wspomnień i myśli, więc ruszyłem w stronę jeziora. Blask Artemidy odbijał się w tafli wody a ja usiadłem tak by ciecz sięgała mi do połowy klatki piersiowej. Tym razem nawet woda nie potrafiła dać mi ani sił ani mnie uleczyć, ale była w stanie odgoń to wszystko czego nie chciałem teraz do siebie dopuścić. Z zamkniętymi oczami, w samotni i ciszy nie było mi dane być zbyt długo, usłyszałem jak ktoś wchodzi do wody i siada obok mnie. Nie chciałem sprawdzać kto to jest, nie potrzebowałem, a raczej nie chciałem mieć teraz żadnego towarzystwa, niestety on raczej nie przyszedł za mną by sobie posiedzieć.
- Chyba nie muszę pytać jak się miewasz, co?- Posłałem Nico'wi mordercze spojrzenie, ale on tylko przeniósł wzrok przed siebie.- Też tak myślałem.
- Czego chcesz?- Powiedziałem, niezbyt przyjemnym tonem.- Miło by było gdybyś raczył mnie zostawić samego.
- Niczego.- Patrzył już mi prosto w oczy.- Chcę ci tylko powiedzieć że jesteś wściekły na siebie na pozostałych z siódemki, to że poczułeś właśnie że nie masz już niczego, niczego co mogło by cię tu zatrzymać, tutaj,gdziekolwiek, i że najlepiej było by ci gdzieś daleko, daleko stąd.
- Jeśli chciałeś mnie pocieszyć tak jak inni, to jest to marne pocieszenie.- Wściekły wstałem i zacząłem iść w kierunku brzegu.
- Ja nie jestem jak inni, i wcale nie chcę cię pocieszać. Mówię tylko jak jest.
- Jak jest? A niby co ty możesz o mnie wiedzieć?!- Odwróciłem się w jego stronę tak że teraz staliśmy twarzą w twarz.
- O tobie nie wiele.- Przyznał.- Ale wiem co niby czujesz.
- Niby?- Zapytałem urażony.
- Bo widzisz jesteśmy herosami i ona też nim była, więc to nie jest nic dziwnego że Annabeth zginęła, a ty mazgaisz się od dwóch tygodni.
Byłem ogólnie wściekły, a do tego Nico miał czelność przyjść ty teraz i mówić mi.... w sumie to miał czelność mówić mi prawdę, ale się dla mnie wtedy nie liczyło. Zamachnąłem się uderzyłem do z pięści w twarz, nie musiałem długo czekać na odpowiedź z jego strony. Zaczęliśmy się bić, jestem większy od niego więc nie miałem problemu z tym by go przewalić, ale jemu też nie sprawiło żadnego problemu by przy pomocy cienia znaleźć się na brzegu.
- I ty niby mi to mówisz tak?- Opanowałem się na tyle by nie kontynuować tej bójki, oboje ociekaliśmy wodą, nawet nie wiem dlaczego byłem wtedy mokry.- Ty niby się nie odciąłeś od wszystkich, co? Dobrze pamiętam jakim byłeś dzieciakiem wtedy i jakim się stałeś.
- No właśnie dzieciakiem, miałem jedenaście lat, jak dowiedziałem się że w ogóle nie jestem z tej epoki, jak dwukrotnie straciłem siostrę.- Do tarło do mnie że ma racje, zachowałem się jak frajer, ale on kontynuował i zrozumiałem coś jeszcze.- A potem straciłem coś jeszcze.
Podszedłem do niego na brzeg, uspokoiłem się i po raz pierwszy od czasu śmierci Annabeth. Staliśmy przez chwile w ciszy, patrzyłem się na niego a jemu najwyraźniej to nie przeszkadzało. Dotarło do mnie to że choć nie byliśmy aż tak blisko, to Nico jednak zawsze pojawia się gdy jest go potrzebuje.
- Przepraszam.- Powiedziałem przerywając ciszę, a chłopak tylko lekko skiną głową.- Nico powiedz mi czy ty też ją kochałeś?
- Nie.- Odpowiedział niemal natychmiastowo i nie wydawał się by kłamał.- Nie ją, ale bolało mnie to że ty ją kochałeś.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Sens zdania które wypowiedział dotarł do mnie po dłuższej chwili, i nie byłem wstanie złożyć jakiegoś sensowniejszego zdania. Ale Nico nawet nie dał mi czasu na przetrawienie tego co właśnie powiedział, przyciągną mnie do siebie, łapiąc za moją koszulkę, drugą położył na moim karku, po czym mnie pocałował.
- Po co jest być gdzieś gdzie nic cię już nie trzyma?- Po dłuższej chwili, jaką zajął nam pocałunek, Nico odsunął się ode mnie.- Ja nie mam zamiaru zostawać gdziekolwiek, każde miejsce pobytu niesie z sobą złe wspomnienia, wszyscy odchodzą Percy.
Syn Hadesa odwrócił się i odszedł w stronę lasu, a ja stałem jak zahipnotyzowany przez dobre dwadzieścia minut. Ta sytuacja wprowadziła mnie w zakłopotanie, ale wiedziałem że mam co przemyśleć, bo ostatnie słowa Nica były propozycją.
Wróciłem do domku numer trzy i usiadłem na łóżku. Podciągnęłem kolana pod klatkę piersiową i siedziałem tak rozmyślając nad tym wszystkim co się stało i co powiedział mi syn Hadesa, aż do ran. Nie zauważyłem jak wstało słońce, z amoku wyrwali mnie znajomi.
- Hej Percy, nie mów że siedziałeś tak przez całą noc?- Zapytał Piper gdy tylko weszła domku Posejdona, byli z nią Jason i Leo.
- Ej stary nie możesz tak tu siedzieć.- Upomniał mnie syn Jupitera.- Choć może z nami na śniadanie, co? Jeść raczej musisz.
- Co?- Wstałem z łóżka.
- Mówię że nie możesz.........
- Muszę pogadać z Niciem.
Minąłem ich ruszając w stronę domku numer trzynaście. Piper wołała jeszcze coś pytając się o co mi chodzi, ale nie bardzo mnie to interesowało.
Otworzyłem drzwi domu w którym obecnie znajdował się mój przyjaciel i stanąłem w progu. Nico siedział na czarnym łóżku, łokciami opierał cię o kolana, a głowę miał spuszczoną do momentu w którym do niego wszedłem. Patrzył się manie z, może lekkim zniecierpliwieniem.
- Niech będzie.- Po tym jak to usłyszał na jego twarzy malował się lekki uśmiech.- Masz racje nie chcę ani tu zostawać, ani wracać do NY.
- Okej.- Podsumował.
- Kiedy znikamy?- Spytałem, nie będąc pewnym swojej decyzji.
- Nawet zaraz.
Więcej informacji nie było mi potrzebnych, cofnąłem się z powrotem do siebie by się spakować. Na szczęście Piper, Jason i Leo zrezygnowali z pocieszania mnie i poszli na śniadanie. Wyciągnąłem spod łóżka plecak który zawsze był zapakowany tak na wszelki wypadek, w środku było trochę ubrań, ambrozja i nektar. Zarzuciłem plecak na ramie, a gdy się odwróciłem Nico już czekał.
* * *
Konkursowy One-Shot autorstwa Kathy Catelyn.
* * *
Konkursowy One-Shot autorstwa Kathy Catelyn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)