sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 5

                                                           * NATHANIEL *    Usiadłem przy stoliku Afrodyty pomiędzy Lacy, a Drew, która nadal nie darzyła mnie sympatią. W jadalni panował gwar.
- Proszę o ciszę. - powiedział Chejron zanim zaczęliśmy jeść. - Wczoraj do naszego obozu trafiła dwójka herosów. Nathaniel Tomson, syn Afrodyty i Jenny nieuznana. Kiedy centaur powiedział moje imię popatrzył na mnie. Reszta obozowiczów również zwróciła się w moją stronę. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Nigdy nie lubiłem być w centrum uwagi. Wiem, że to dziwne jak na dziecko Afrodyty. Lacy szturchnęła mnie łokciem i pokazała mi, że mam wstać, aby wszyscy mnie zobaczyli. Zacisnąłem pięści pod stołem i wstałem. Przebiegłem wzrokiem po obozowiczach. Zatrzymałem się na Jasonie. Mrugnął do mnie. Poczułem, że się rumienie, więc usiadłem wpatrzony we własny talerz, na którym pojawiły się naleśniki z sosem truskawkowym. W szklance zaś pojawiła się pomarańczowa ciecz. Z radością stwierdziłem, że to sok pomarańczowy. Po śniadaniu mieliśmy naukę latania na pegazach. Wstałem i powlekłem się na zajęcia.

                                                            * PERCY *
Stałem przed domkiem numer jeden. Jeśli ktoś ma mi pomóc, to tylko jedna osoba. Podszedłem do drzwi i zapukałem.
- Jason? Jesteś tam? -spytałem. -Jason?
Drzwi otworzyły się. Stał w nich Nico. Popatrzyłem do środka. Na jednym z nielicznych łóżek siedział blondyn, którego szukałem.
- Nara Jason. - burknął Nico.
Wychodząc potrącił mi ramię.
- Co mu jest? - spytałem Jasona patrząc na oddalającego się syna Hadesa.
Ten wzruszył ramionami.
- Wejdź. - zamknąłem drzwi i usiadłem obok niego na łóżku. - No więc, o co chodzi?
- Zakochałem się. - wyrzuciłem z siebie. - Tylko nie wiem, jak zerwać z Annabeth i jak mam tej osobie, w której się zakochałem powiedzieć o tym.
- Powinieneś udać się do domku Afrodyty, Nie do mnie.
- Wiem, ale tylko tobie mogę zaufać.
- Dobra, najpierw powiedz, w kim się zakochałeś?
Spuściłem wzrok.
- Obiecujesz, że nikomu nie powiesz?
- Obiecuję.
- Nico.
Jason wybuchł śmiechem.
- O bogowie! Ale jaja.
Poczułem, że się rumienię. Walnąłem go lekko w ramię
- Myślę, że da się załatwić. - Jason wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Przyjdź dziś wieczorem na plażę. A co do Annabeth po prostu z nią zerwij. A teraz muszę się gdzieś udać. Mam mnóstwo rzeczy do załatwienia.
Wyszedł z domku Zeusa pogwizdując po cichu. Wstałem i poszedłem do domku Ateny. Po drodze zauważyłem Jasona i Nico rozmawiających przy lesie. Pomachali sobie na pożegnanie. Nico wszedł do lasu, a Jason ruszył w stronę Wielkiego Domu. Zapukałem do drzwi od domku nr 6. Otworzyła mi Annabeth, która od razu rzuciła mi się na ramiona i próbowała mnie pocałować, ale odepchnąłem ją lekko.
- Ann, możemy pogadać?
- Pewnie Percy, o co chodzi.
- Chodźmy gdzieś indziej.

                                                            * NATHANIEL *
Siedziałem obok Jenny od półgodziny trzymając ją za rękę. Martwiłem się o nią. Bałem się, że już nigdy się nie obudzi. Nie zniósłbym tego. W tym momencie do szpitala obozowego wbiegł zdyszany Jason.
- Hej Nate. Możesz mi pomóc? To ważne. - na jego twarzy zawitał diabelski uśmiech.
- Hmm? A tak, jasne, pewnie. O co chodzi?
Chłopak zaczął mi wyjaśniać swój plan działania.


                                                             * PERCY *
Powoli zbliżał się wieczór. Miałem lekkie wyrzuty sumienia z powodu Ann. Przestań, nie czas o niej myśleć. Wziąłem szybki prysznic. Założyłem obozową koszulkę i dżinsy do kolan. Wyszedłem z domku i ruszyłem w stronę plaży. Kiedy dotarłem na miejsce zobaczyłem stolik z dwoma krzesłami, zastawą i świeczkami. Wokół niego były rozsypane płatki róż. Rozejrzałem się. Po lewej stronie zauważyłem idącego do mnie Nico. Miał czarną bluzkę i tego samego koloru spodnie. . Ten również mnie zauważył. Wyglądał na zmieszanego. Ten miał już odejść, ale jakaś postać wyrosła przed nim. Wymienili kilka zdań, po czym Nico zawrócił idąc w moją stronę.
- Nico co się dzieje? - spytałem się syna Hadesa.
- Nie wiem. - burknął
Nagle znikąd pojawił się Nate ubrany w garnitur.
- Proszę usiąść. Co panowie chcą do picia? - spytał.
Spojrzałem zdezorientowany na Nico. Ten wzruszył ramionami.
- Yyy, co? - spytałem Nathaniela.
- Pytam się, co panowie chcą do picia. - powiedział syn Afrodyty.
- Poproszę wodę. - odparł Nico.
- Ja też. - dodałem.
Kiedy Nate odchodził mrugnął do mnie. Po chwili wrócił niosąc dzbanek wody. Postawił go na stole i odszedł za mały pagórek. Chwyciłem ucho dzbanka i nalałem sobie wody.
- Nalać ci? - spytałem Nica. Kiwnął głową. - No więc, na pewno nie wiesz o co chodzi?
- Nie, cała ta sytuacja wydaje się dziwna. - odpowiedział.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, którą przerwał...Jason! On również był ubrany w garnitur.
- Zaraz podamy główne danie. Proszę jeszcze chwilkę poczekać. - uśmiechnął się i odchodząc również do mnie mrugną.
Nagle wszystko zrozumiałem. Jason stworzył idealną atmosferę na wyznanie miłości. Rozumiałem po co Jasonowi Nathaniel. Ale czemu akurat on? Nie mógł to być ktoś inny? Po chwili przyszedł Nate niosąc kaczkę, a za nim Jason. Ten trzymał w jednej ręce głęboki talerz z pieczonymi jabłkami, a w drugiej miskę z sałatką. W skład sałatki wchodziły jedynie ogórki, pomidory i majonez, ale wyglądała apetycznie. Postawili potrawy na stole i odeszli. Wkrótce jednak Jason wrócił niosąc dwa małe pojemniczki z żurawiną. Uśmiechnął się i odszedł. Popatrzyłem niepewnie na jedzenie. Nico sięgał już po kawałek kaczki.
- Czekaj, pozwól, że ja to zrobię. - wstałem, sięgnąłem po nóż. Ukroiłem kawałek kaczki i położyłem mu ją na talerzu. Spojrzałem na syna Hadesa. Był cały czerwony na twarzy. Usiadłem i ukroiłem sobie kawałek mięsa. Nałożyliśmy sobie jeszcze sałatkę i jabłka i zaczęliśmy jeść.
Po skończonym posiłku, przyszli „kelnerzy” i zabrali puste talerze. Kiedy zniknęli za pagórkiem, zaczęła grać wolna, romantyczna muzyka.
- Ekhem, Nico, muszę ci coś powiedzieć. - po raz kolejny tego wieczoru syn Hadesa zarumienił się. - Kocham cię! - wyrzuciłem z siebie.
Nie wiem jak to możliwe, ale Nico zrobił się czerwony bardziej niż poprzednio. Wstałem i podszedłem do niego. Schyliłem się. Nasze twarze były oddalone od siebie o zaledwie kilka centymetrów. Nasze usta powili się zetknęły. Powoli razem z Nico poszliśmy do domku numer 13 trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy.

       ***
I oto kolejny rozdział po dość długiej przerwie! Tak sobie czytałam wasze komentarze pod poprzednim postem. Pisaliście "biedny Nico" itp. I ja się tak zastanawiam, jak według was wyglądała rozmowa Percy'ego i Nico, skoro ja nawet nie mam pojęcie, o czym oni rozmawiali :) 

11 komentarzy:

  1. O mało co nie wybuchłam ze śmiechu xd. Bardo bardzo podoba mi sie ten rozdział jest tak komiczny że masakra xd. Pozdrowienia z podłogi!
    Jej. Nie wiem co więcej powiedzieć.
    Kocham twoje opowiadanie.
    Pozdrawiam Luss

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak Sb sprawdzam blogi, nigdzie nie ma rozdziału a tu bum i rozdział u ciebie!
    To jest... Takie sweet <3
    Masz ten talent :)
    Super rozdział.
    Pozdrawiam i czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha naprawde fajny rozdzial ;D no mamy juz perico razem to zobaczymy co sie bedzie dzialo dalej ^^ Och no i genialny pomysl z ta kolacja ^.~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję xD

      Usuń
    2. Ps. Nominuję cię do LBA, pytania znajdziesz u mnie na blogu.
      http://percabeth-jasper-leo.blogspot.com

      Usuń
  4. This is genius... xD dobra boski rozdzialik!!! weny życzę :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział xD
    Czytałam go długo przez napady śmiechu :D
    Weny życzę i czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahah, myślałam że się zsikam przy czytaniu tego rozdziału XDD

    Końcówka genialna <3 Liczę na to, że będziesz bardziej opisywać te miłosne "przygody" ( xd ) Nico i Percy'ego :*

    Zapraszam do siebie :*

    OdpowiedzUsuń