sobota, 4 października 2014

Konkurs #1

Siedziałem na łóżku, pot ściekał po moim ciele, ciężko było mi oddychać, serce waliło tak jakby chciało wyrwać się z mojej piersi. Byłem w złym stanie, nie mogłem teraz wrócić do domu, musiałem wszystko sobie poukładać tu, w obozie. Koszmary które śnią się herosom są okropne, wiem bo sam miałem je nie raz, ale tym razem nie dręczyła mnie teraźniejszość,  zło które gdzieś się rodzi by móc mnie zabić, lecz dręczyła mnie przeszłość. Co noc widziałem to samo, widziałem moją bezsilność, to jak nie mogę jej pomóc, i to jak ginie....
  Wybiegłem z domku numer trzy, lecz przystanąłem na werandzie, sam nie wiem co jest gorsze  bycie tu, gdzie wszystko mi ją przypomina, czy powrót do miasta. Usiadłem na kamiennych stopniach i spojrzałem w górę, księżyc był wysoko, mogła być druga a może trzecia w nocy. Nie dałem rady siedzieć w miejscu, bo wtedy przez moją głowę przetaczała się nawałnica wspomnień i myśli, więc ruszyłem w stronę jeziora. Blask Artemidy odbijał się w tafli wody a ja usiadłem tak by ciecz sięgała mi do połowy klatki piersiowej. Tym razem nawet woda nie potrafiła dać mi ani sił ani mnie uleczyć, ale była w stanie odgoń to wszystko czego nie chciałem teraz do siebie dopuścić. Z zamkniętymi oczami, w samotni i ciszy nie było mi dane być zbyt długo, usłyszałem jak ktoś wchodzi do wody i siada obok mnie. Nie chciałem sprawdzać kto to jest, nie potrzebowałem, a raczej nie chciałem mieć teraz żadnego towarzystwa, niestety on raczej nie przyszedł za mną by sobie posiedzieć.
- Chyba nie muszę pytać jak się miewasz, co?- Posłałem Nico'wi mordercze spojrzenie, ale on tylko przeniósł wzrok przed siebie.- Też tak myślałem.
- Czego chcesz?- Powiedziałem, niezbyt przyjemnym tonem.- Miło by było gdybyś raczył mnie zostawić samego.
- Niczego.- Patrzył już mi prosto w oczy.- Chcę ci tylko powiedzieć że jesteś wściekły na siebie na pozostałych z siódemki, to że poczułeś właśnie że nie masz już niczego, niczego co mogło by cię tu zatrzymać, tutaj,gdziekolwiek, i że najlepiej było by ci gdzieś daleko, daleko stąd.
- Jeśli chciałeś mnie pocieszyć tak jak inni, to jest to marne pocieszenie.- Wściekły wstałem i zacząłem iść w kierunku brzegu.
- Ja nie jestem jak inni, i wcale nie chcę cię pocieszać. Mówię tylko jak jest.
- Jak jest? A niby co ty możesz o mnie wiedzieć?!- Odwróciłem się w jego stronę tak że teraz staliśmy twarzą w twarz.
- O tobie nie wiele.- Przyznał.- Ale wiem co niby czujesz.
- Niby?- Zapytałem urażony.
- Bo widzisz jesteśmy herosami i ona też nim była, więc to nie jest nic dziwnego że Annabeth zginęła, a ty mazgaisz się od dwóch tygodni.
  Byłem ogólnie wściekły, a do tego Nico miał czelność przyjść ty teraz i mówić mi.... w sumie to miał czelność mówić mi prawdę, ale się dla mnie wtedy nie liczyło. Zamachnąłem się uderzyłem do z pięści w twarz, nie musiałem długo czekać na odpowiedź z jego strony. Zaczęliśmy się bić, jestem większy od niego więc nie miałem problemu z tym by go przewalić, ale jemu też nie sprawiło żadnego problemu by przy pomocy cienia znaleźć się na brzegu.
- I ty niby mi to mówisz tak?- Opanowałem się na tyle by nie kontynuować tej bójki, oboje ociekaliśmy wodą, nawet nie wiem dlaczego byłem wtedy mokry.- Ty niby się nie odciąłeś od wszystkich, co? Dobrze pamiętam jakim byłeś dzieciakiem wtedy i jakim się stałeś. 
- No właśnie dzieciakiem, miałem jedenaście lat, jak dowiedziałem się że w ogóle nie jestem z tej epoki, jak dwukrotnie straciłem siostrę.- Do tarło do mnie że ma racje, zachowałem się jak frajer, ale on kontynuował i zrozumiałem coś jeszcze.- A potem straciłem coś jeszcze.
  Podszedłem do niego na brzeg, uspokoiłem się i po raz pierwszy od czasu śmierci Annabeth. Staliśmy przez chwile w ciszy, patrzyłem się na niego a jemu najwyraźniej to nie przeszkadzało. Dotarło do mnie to że choć nie byliśmy aż tak blisko, to Nico jednak zawsze pojawia się gdy jest go potrzebuje.
- Przepraszam.- Powiedziałem przerywając ciszę, a chłopak tylko lekko skiną głową.- Nico powiedz mi czy ty też ją kochałeś?
- Nie.- Odpowiedział niemal natychmiastowo i nie wydawał się by kłamał.- Nie ją, ale bolało mnie to że ty ją kochałeś.
  Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Sens zdania które wypowiedział dotarł do mnie po dłuższej chwili, i nie byłem wstanie złożyć jakiegoś sensowniejszego zdania. Ale Nico nawet nie dał mi czasu na przetrawienie tego co właśnie powiedział, przyciągną mnie do siebie, łapiąc za moją koszulkę, drugą położył na moim karku, po czym mnie pocałował. 
- Po co jest być gdzieś gdzie nic cię już nie trzyma?- Po dłuższej chwili, jaką zajął nam pocałunek, Nico odsunął się ode mnie.- Ja nie mam zamiaru zostawać gdziekolwiek, każde miejsce pobytu niesie z sobą złe wspomnienia, wszyscy odchodzą Percy.
 Syn Hadesa odwrócił się i odszedł w stronę lasu, a ja stałem jak zahipnotyzowany przez dobre dwadzieścia minut. Ta sytuacja wprowadziła mnie w zakłopotanie, ale wiedziałem że mam co przemyśleć, bo ostatnie słowa Nica były propozycją. 
  Wróciłem do domku numer trzy i usiadłem na łóżku. Podciągnęłem kolana pod klatkę piersiową i siedziałem tak rozmyślając nad tym wszystkim co się stało i co powiedział mi syn Hadesa, aż do ran. Nie zauważyłem jak wstało słońce, z amoku wyrwali mnie znajomi.
- Hej Percy, nie mów że siedziałeś tak przez całą noc?- Zapytał Piper gdy tylko weszła domku Posejdona, byli z nią Jason i Leo.
- Ej stary nie możesz tak tu siedzieć.- Upomniał mnie syn Jupitera.- Choć może z nami na śniadanie, co? Jeść raczej musisz.
- Co?- Wstałem z łóżka.
- Mówię że nie możesz.........
- Muszę pogadać z Niciem.
   Minąłem ich ruszając w stronę domku numer trzynaście. Piper wołała jeszcze coś pytając się o co mi chodzi, ale nie bardzo mnie to interesowało. 
   Otworzyłem drzwi domu w którym obecnie znajdował się mój przyjaciel i stanąłem w progu. Nico siedział na czarnym łóżku, łokciami opierał cię o kolana, a głowę miał spuszczoną do momentu w którym do niego wszedłem. Patrzył się manie z, może lekkim zniecierpliwieniem.
- Niech będzie.- Po tym jak to usłyszał na jego twarzy malował się lekki uśmiech.- Masz racje nie chcę ani tu zostawać, ani wracać do NY.
- Okej.- Podsumował.
- Kiedy znikamy?- Spytałem, nie będąc pewnym swojej decyzji.
- Nawet zaraz.
 Więcej informacji nie było mi potrzebnych, cofnąłem się z powrotem do siebie by się spakować. Na szczęście Piper, Jason i Leo zrezygnowali z pocieszania mnie i poszli na śniadanie. Wyciągnąłem spod łóżka plecak który zawsze był zapakowany tak na wszelki wypadek, w środku było trochę ubrań, ambrozja i nektar. Zarzuciłem plecak na ramie, a gdy się odwróciłem Nico już czekał. 


                                                                                * * *

Konkursowy One-Shot autorstwa Kathy Catelyn.

1 komentarz: